O mnie

Klementyna Pawłowicz-Kot, ceramiczka

Nazywam się Klementyna Pawłowicz-Kot.

Jestem ceramiczką z zamiłowania, politolożką z wykształcenia, oraz właścicielką firmy „Rzeczy z gliny”.

Od 2016 roku jestem mistrzem rzemiosła ceramicznego.

Tworzę naczynia codziennego użytku, lampy,  formy rzeźbiarskie a od pewnego czasu także urny na prochy.

 

CERAMIKA MOJA MIŁOŚĆ.

Moja przygoda z ceramiką rozpoczęła się w Szkole Sztuki Dekoracyjnej i Użytkowej. Kiedy synowie zaczęli chodzić własnymi drogami, ja w poszukiwaniu twórczego zajęcia by „nie stracić danego mi czasu” udałam się do pracowni mistrza Stanisława Tworzydło by zgłębiać tajemnice ceramiki. Po ukończeniu kursu podstawowego zaczęłam lepić dzbanki, miski i inne przedmioty bardziej lub mniej potrzebne. Ceramika pochłonęła mnie na dobre i stała się nieodłączną towarzyszką mojego życia.

DLACZEGO ROBIĘ URNY NA PROCHY?

Wiele lat temu w szafie mojej babci wisiała sukienka, w której chciała być pochowana. Miała przygotowane miejsce na cmentarzu. Babcia zmarła w domu w 1986 roku i w domu odbyły się tradycyjne obrzędy. Zamówiono trumnę, córki ubrały Babcię w ową sukienkę z szafy, zapalono świece, zasłonięto lustra, zatrzymano zegary. Rodzina i sąsiedzi przychodzili by się z nią pożegnać i opłakać. Trzeciego dnia odbył się pogrzeb. Bliscy wynosząc trumnę z ciałem, na znak ostatecznego pożegnania trzy razy dotknęli ją o próg domu.

Od śmierci mojej Babci minęło 30 lat. Znaczenie ceremonii pogrzebowej w jej wymiarze duchowym pozostała niezmienna ale zaszły ogromne zmiany w oprawie materialnej. Do lamusa odchodzą tradycyjne, jednakowe dla wszystkich rytuały a na ich miejsce pojawiają się nowe, które mają podkreślać indywidualność zmarłej osoby. Jej charakter, upodobania estetyczne czy styl życia.

Pierwsze urny zrobiłam dla umierających bliskich mi osób. Odchodząc wiedzieli, że ich prochy zostaną umieszczone w naczyniu stworzonym specjalnie dla nich, takiej „sukience” z szafy mojej Babci. Dla tych osób i ich rodzin było to wówczas ważne.

Od zrobienia pierwszej urny na prochy minęło kilka lat. W tym czasie zrobiłam ich wiele. Zostały w nich złożone prochy osób dorosłych i dzieci. Szczególnie cenne są dla mnie zamówienia od osób żyjących, którzy myślą o swojej śmierci i przygotowują się do niej także wybierając świadomie naczynie, w którym spoczną na wieki.

Ten osobisty projekt jest moim sposobem oswajania lęku przed śmiercią i godzenia się na odchodzenie.